Możesz być winna grosika

Polacy mają obecnie nowe hobby: wyzywanie się od Cebulaków. To obecnie czynność w naszym kraju najbardziej "trendy, cool i jazzy", jak podobno mawiało się kilka lat temu. "Cebulakiem" drugiego człowieka nazwać już można obecnie za wszystko, choć przyznać trzeba, że czasem to istotnie bywa zabawne.

Ale jest na przykład pewna rzecz, która "cebulactwem" nazywana jest regularnie co jakiś czas w polskim internecie. Wypominano tę "polskość" jeszcze przed tym słynnym już, warzywnym odniesieniem. Wałkowano to i wyśmiewano miliony razy na forach, Naszych-Klasach, Fejsbukach, a i pewnie na legendarnym Google+ coś by się na ten temat znalazło. A ja wciąż nie wiem - dlaczego?

O co w ogóle chodzi? O wieczne narzekanie na frazę: "mogę być winna grosika?". Znane to zdanie jest każdemu Polakowi i podobno jedynie nam, bo wielcy światowcy tłumaczą, że nigdzie zagranicą takich bajerów nie ma. Ile w tym prawdy? Właściwie trudno powiedzieć, bo nikt tego na serio nie sprawdził. Dla uogólnienia uznajmy jednak, że to rzeczywiście cecha jedynie kraju zwanego Cebulandią.

Ja zawsze na to pytanie odpowiadam: "owszem". Tak, dobrze wiem, że nigdy tego cholernego grosika nie odzyskam. Pytanie brzmi: i co z tego? Gdyby zwyczajna kasjerka zapytała mnie, czy może być winna złotówkę - wtedy bym się już szczerze zastanowił. Za tę złotówkę bowiem mogę sobie kupić coś do zjedzenia. Ale co mogę zrobić za cholernego, pożółkłego grosika?

Nic! Oczywiście, mógłbym zacząć te wszystkie grosiki zbierać w jedną kupkę, jak część osób robi, ale to zdecydowanie nie jest zadanie dla mnie. Te wszystkie groszowe monety walają się mi i wielu innym Polakom po portfelach, czasem wręcz wkurzając samym swoim istnieniem. "Grosz do grosza...", przypomną nagle ci najbardziej w drobnych pieniądzach zakochani. Dokańczam więc samodzielnie przysłowie: "grosz do grosza, a będzie wielka kupa groszy, z których i tak nie wyjdzie Ci nic wielkiego".

Ja więc czasem wprost mówię, żeby tego grosza mi pani kasjerka specjalnie nie szukała. Nie widzę specjalnego powodu, by trzymać go w portfelu, chyba, że po to, by wrzucić go do jednej z "fontann szczęścia". Nie, żebym gardził pieniędzmi. Zwyczajnie nie czuję potrzeby użerania się o głupiego grosza i wyzywania kasjerek od "Cebulaków".

Ciągle mam bowiem wrażenie, że tym warzywnym określeniem powinno się raczej określać tych wszystkich narzekaczy, którzy o złotą monetę daliby się pociąć. Proszę bardzo, Moi Drodzy - droga wolna. Ja nie mam zamiaru głowy zaprzątać sobie pierdołami.

Jeśli chcesz być na bieżąco z resztą postów na blogu, polub jego facebookowy fanpage i dołącz do subskrypcji mailowej :)

Źródło: Flickr.com

4 komentarze:

  1. Ja mam różnie z tym, wszystko zależy od sposobu, w jaki postępuje kasjerka. Jeśli byłem w sklepie wcześniej, nie ważne, czy dzień, czy tego samego dnia i proponowałem dołożenie "końcówki" dokładnie i powiedziała, że nie trzeba, a niedługo potem była komuś winna grosza - czy nawet mi za kilka godzin - wtedy się upominam, bo karam zachowanie podłe. Niech zbiera tych drobnych aż będą się wysypywać z kasy, bo to jest jej obowiązek, żeby móc dokładnie wydać resztę. Kiedy pani zawsze z uśmiechem przyjmuje końcówkę kwoty do zapłacenia, to ja z uśmiechem ustępuję tego grosza, kiedy końcówki nie mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jakoś nie mam ochoty ani siły na takie "rozkminianie" i zwyczajnie wszystkie kasjerki traktują w tym "grosikowym szale" tak samo. Nawet tym ewidentnie nieprzychylnie patrzącym na człowieka ten grosik już daruje.

      Usuń
  2. nie tak dawno, kiedy byłam na zakupach w sklepie spożywczym z moją mamą (osoba płacąca :D) kasjerka spytała, czy może być winna 9 groszy. przyznam, ze nieco mnie to zdziwiło/zaskoczyło/zbulwersowało. biorąc pod uwagę fakt, że chwile wcześniej owa kasjerka była winna grosika innemu panu, mogła zwyczajnie wydać kolejnemu klientowi te 10 groszy i wcale nie byłaby stratna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 9 groszy? To już sytuacja całkiem dziwaczna, ja zawsze spotykałem się jedynie z tymi pojedynczymi groszami.

      Usuń