Dlaczego ona mnie rzuciła?

Oto magiczne pytanie, które codziennie zadają sobie tysiące/dziesiątki tysięcy/setki tysięcy - a kto wie - może i nawet miliony facetów na całym świecie. W dużej mierze odpowiedzi na to zagadnienie są proste: może to być na przykład zdrada lub zakochanie się w kimś innym. Poza tym jest jednak mnóstwo przypadków, które wielu facetom nie wydają się do końca jasne. Okazuje się jednak, że i tu odpowiedź jest prostsza niż można się tego spodziewać.

"Kochanie, co się stało?", "Kochanie, dlaczego jesteś ostatnio taka smutna?", "Kochanie, od dwóch tygodni nigdzie nie wychodziliśmy razem", "Kochanie, blabla". Jeśli na pewnym etapie związku padają takie pytania ze strony faceta, to nie wróży to nic dobrego. Wiele kobiet w tym miejscu będzie zaprzeczało i zapewniało, że wszystko jest okej, choć tak naprawdę wszyscy zainteresowani wiedzą, iż tak nie jest. Napięcie i rychłe zerwanie czuć w powietrzu na kilometr.

Skąd więc biorą się takie rozłożone w czasie problemy miłosne? W naprawdę dużej liczbie przypadków chodzi o jedną, konkretną rzecz - męską nadgorliwość i nadopiekuńczość. "Jak to w ogóle możliwe?" - ktoś może zapytać. "Przecież nie można być nadopiekuńczym! W związku chodzi o pełną i totalną miłość do drugiej osoby, na dobre i na złe!". W pewnym sensie tak, ale nie należy takich haseł brać maksymalnie dosłownie.

Wyobraź sobie bowiem, Drogi Mężczyzno, że kupujesz lub adoptujesz psa. Wychowujesz go, karmisz, stajecie się sobie totalnie bliscy, zamieniacie się wręcz w prawdziwych kumpli. Jest fajnie, masz z kim spędzić samotne chwile i do kogo odezwać się, jak to w ludzko-zwięrzecej miłości bywa. Nagle jednak w Twoim życiu pojawia się ktoś jeszcze.

Mogłaby to być na przykład druga połówka, ale by bardziej odpowiednio odnieść do reszty postu, powiedzmy, że trafiasz nagle do grupki kilku kumpli. Stajecie się razem istną męską watahą, chodzicie razem do pubów na męskie wieczory, jesteście sobie wzajemnie "skrzydłowymi" podczas wyrywania panienek, razem oglądacie mecze ulubionej drużyny. Jednocześnie wciąż masz dla swojego psa czas, by się z nim pobawić, ale nie jest to już to prawie dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Pewnej nocy wychodzisz z baru, a przed nim stoi Twój pies. Jakimś cudem wydostał się z domu i przybiegł do Ciebie. Innym razem pies nie chce wyjść z Twojego pokoju, gdy przyprowadzasz na noc poznaną w klubie dziewczynę. Kiedy indziej zaczyna szarpać Cię za nogawkę, byś tylko nie wyszedł do pracy. Pomimo tego, że poświęcasz mu wciąż czas, gdy tylko jesteś w domu, on ma ciągle mało, bo przyzwyczajony jest do czegoś zupełnie innego.

Może zabrzmi to głupio, ale w związkach damsko-męskich jest podobnie. W tym przypadku jednak, to facet jest "przyzwyczajony" do takiej totalnej miłości 24/7 nie z powodu jakichś poprzednich przeżyć, ale własnej wyobraźni. U wszelkich współczesnych Werterów przejawia się chęć do ciągłego spędzania czasu ze swoją wybranką, nieodstępowania jej na krok, służenia jej we wszystkim niczym niewolnik. 

Przykład z psem miał pokazać, że choć brzmi to całkiem sympatycznie, tak okazuje się ostatecznie katastrofalne w skutkach. Znacie pewnie z ogromu filmów to słynne powiedzenie na zerwanie: "potrzebuję więcej przestrzeni" ("I need more space"). Brzmi trochę głupio, ale w pełni oddaje sens tego, co jest tu problemem - kobieta czuje się osaczona ze wszystkich stron, nie posiada wolnej chwili dla siebie samej.

Kobiety natomiast w większości nie chcą, byś stawał się jej niewolnikiem. Dlaczego? Bo pokazuje to, że - pozwolę sobie na dosadne sformułowanie - zamieniłeś się w cipę. Ona mówi "ponieś mi torebkę" - Ty ją niesiesz z uśmiechem na twarzy. Ona mówi "chłopaki byli po Ciebie, chcą się z Tobą spotkać" - Ty odpowiadasz, że wolisz po raz setny z kolei wieczór spędzić z nią. Ona się z Tobą droczy - Ty jej śmiertelnie poważnie wyłącznie odpowiadasz: "Kochanie, przecież ja Cię kocham, kochaniutka Ty moja!".

Gdzie się podział ten facet, który wykazał się odwagą i zaprosił ją na randkę? Gdzie się podział ten, który potrafił sobie zażartować na każdy możliwy temat? Gdzie się podział ten pewny siebie koleś, którego spotkała w knajpce, siedzącego razem z kilkoma kumplami? W jej oczach ten człowiek już zniknął - zniknął ten, w którym się zakochała. Ten Nowy natomiast ją wyłącznie odstrasza.

Niektóre kobiety mówią o tym wprost swoim facetom. Ci wtedy przerażeni zbliżającym się końcem związku wykrzykują: "Kotku, ja się zmienię, przysięgam!". Ale nie ma szans na zmianę. Jedyną możliwością jest tu zerwanie. I choć facet będzie po tym może nawet i płakał, jednego może się przynajmniej wreszcie nauczy - że jeśli wrzucisz do związku zbyt dużo słodkości, powstanie grymas na twarzy. Analogia do przesłodzonej herbaty jest tu jak najbardziej na miejscu.

Jeśli chcesz być na bieżąco z resztą postów na blogu, polub jego facebookowy fanpage i dołącz do subskrypcji mailowej :)

Źródło: Flickr.com

10 komentarzy:

  1. Zgadzam się w 100% i to działa też w drugą stronę i kobieta też potrafi "za bardzo kochać"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, choć ja chyba jednak częściej spotykałem się z taką sytuacją wśród facetów. Co - szczerze mówiąc - trochę mnie dziwi.

      Usuń
  2. Świetny tekst! Jako kobieta zgadzam się w 100%. Nie ma nic gorszego niż taki facet-bluszcz!

    OdpowiedzUsuń
  3. ot co ! :)

    wszystko prawda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zrobił byś jakiś wpis o tym, jak powinna się zachowywać kobieta, a jak mężczyzna na spotkaniu ?
    mógł byś założyć takie coś gdzie można pytania zadawać i byś odpowiadał :33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy pomysł, dzięki - przemyślę :)
      Na Aska ani cokolwiek tego rodzaju raczej nie mam ochoty, ale może coś w rodzaju postu z pytaniami od Czytelników zrobię.

      Usuń
  5. "Mężczyzna nie powinien skarżyć się na dwie rzeczy... Na kobietę i samochód, bo sam je wybrał" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, choć nie do końca bym się z tym zgodził. W końcu pewne wady kobiet czy samochodów (jakkolwiek takie zestawienie jest dość dziwne) wychodzą dopiero po jakimś czasie... :)

      Usuń