10 płyt na lato - edycja 2014


Lato w pełni - to jedyna rzecz, jaka przychodzi mi na myśl, gdy patrzę przez otwarte okno na płonący wręcz słonecznym żarem świat zewnętrzny. Z jednej strony chce się z domu wyjść koniecznie, z drugiej dobrze wiadomo, że rozsądniej jest poczekać jeszcze parę godzin, do choćby drobnego obniżenia się temperatury. Pozostaje więc przesiedzenie tych kilku pozostałych chwil w czterech ścianach, znajdując sobie coś kreatywnego do roboty.

W takie dni nie jest nawet łatwo pisać na bloga, bo wysiada sama funkcja produktywnego myślenia. Gdy więc tylko pojawia mi się jakaś idea w głowie, staram się ją od razu przerzucić na post, by gorączka nie ostudziła (cóż za paradoks!) mojego zapału. Tym samym, gdy tylko przypomniało mi się, jak spore zainteresowanie wywołało moje przypomnienie na fanpage'u bloga o poście sprzed roku, zatytułowanego "10 płyt na lato", natychmiastowo postanowiłem zrobić ponownie tego typu radosną listę muzyczną. 

Okazało się, na szczęście, że skompletowanie kolejnej dziesiątki wakacyjnych krążków nie było wcale tak trudne. Oto więc i one - niech dobrze przygrywają Wam w tę cudowną pogodę!

Brodka - "Granda"

W pierwszej edycji "10 płyt na lato" wymieniłem Izę Lach z jej krążkiem "Krzyk". Teraz postanowiłem nadrobić jeden brak, klimatycznie dość podobny do tworów współpracowniczki Snoop Dogga. "Granda" jest już swoistym klasykiem dla wielu ludzi, którzy mimochodem odpalają go co jakiś czas. Czy spotkałem kogokolwiek, komu by się ten krążek nie spodobał? Nie! Trudno się jednak dziwić, gdy pokonuje się kolejne kilometry z "jadę miastem szybciej niż się da" hukającym z głośników.


Calvin Harris - "18 Months"

Prawdopodobnie najbardziej mainstreamowa pozycja z całego zestawienia. Wielu pewnie psioczyć będzie, że to przecież "muzyka z Eski". Ja jednak nie widzę w tym nic złego, gdyż "18 Months" jest zbiorem naprawdę bardzo energetycznej muzyki, łatwo wpadającej w ucho. Ja Calvina znałem jeszcze przed wydaniem tego krążka (#sohipsta), zanim brzmiał aż tak bardzo mainstreamowo. Bez wstydu jednak przyznaję, że czasem puszczam sobie takie "Feel So Close" czy "We'll Be Coming Back". No kurczę - przecież to totalnie buja!


Crystal Fighters - "Cave Rave"

Choć Crystal Fighters znam już od jakiegoś czasu, tak wciąż nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, cóż to za gatunek oni swą muzyką reprezentują. Nie jest to jednak tak naprawdę istotne. Ważny jest sam fakt, że muzyka tego szalonego zespołu automatycznie wywołuje uśmiech na twarzy i namawia nogi do tańca. Najlepszy przykład? Moim zdaniem zdecydowanie "Love Natural"!


Epidemic - "Somethin' For Tha Listeners"

Do tej pory były same raczej znane albumy, teraz czas natomiast na coś mocno niszowego. Epidemic to grupa rapowych zajawkowiczów wprost z amerykańskiego Wschodniego Wybrzeża. "Somethin' For Tha Listeners" to natomiast zestaw kilkunastu ich tracków, emanujących letnim klimatem na wszystkie strony. Niech za przykład posłuży tu chociażby kawałek "One Life". Ja natomiast przypominam sobie Epidemic tym przyjemniej, że jeden z członków tej grupy, Hex One, postanowił swego czasu wziąć udział w moim cyklu "Raperzy czytają". Odcinek z jego udziałem znajdziecie TUTAJ.


J. Cole - "Cole World: A Sideline Story" 

Krążek ten miałem ochotę wpisać już w zestawieniu z ubiegłego roku, lecz ostatecznie się z tym wstrzymałem. Dlaczego? Tego już niestety nie pamiętam, przybywam jednak, by tym razem zaległość nadrobić. "Cole World", choć wydane prawie trzy lata temu, buja ciągle z tą samą pozytywną energią i wydobywa się z moich głośników chyba wciąż częściej niż ostatni album Cole'a. Zdziwienie jednak przemija, gdy przypominają się takie letniaki jak "Work Out" czy "Can't Get Enough"


Kanye West - "The College Dropout"

Nie żebym był antyfanem tego albumu Westa, ale przyznać muszę, że przez jakiś czas nie uważałem go za nic nadzwyczajnego. Moje podejście zmieniło się dopiero w ubiegłe wakacje, gdy zupełnie przypadkowo zacząłem mu się lepiej przysłuchiwać. Wtedy dotarło do mnie, jak idealnym krążkiem na lato jest "College Dropout". Pomijam już tu nawet kultowe "All Falls Down", choć istotnie jest to jeden z najlepszych kawałków z tej płyty. Poza nim jest również jednak sporo innych wartych sprawdzenia pozycji, jak choćby "Spaceship" czy przezabawne "The New Workout Plan".


Panama - "Always EP"

To moje całkiem niedawne odkrycie, jednak spodobało mi się ono tak bardzo, że postanowiłem umieścić je na tej liście. Panama jest zespołem łączącym elektronikę z elementami indie rocka, który może nie wyróżnia się przesadnie na tle innych tego typu bandów, jednak tą epką zadomowił się w moich słuchawkach na dłużej. Czy podobnie byłoby, gdybym odkrył ten materiał zimą? Pewnie nie, bo jest to krótki zbiór utworów panujących stricte do słonecznego lata. Na czele tej kompilacji stoi zaś tytułowy kawałek "Always".


Pezet - "Muzyka Rozrywkowa"

Z tym albumem mam mniej więcej tak: w wakacje potrafię go katować przez parę dni z rzędu, w pozostałe pory roku natomiast zupełnie zapominam, czemu mi się on podoba. Idealnie on wpasowuje się bowiem jedynie w wakacyjną porę, a szczególnie podczas melanży z hektolitrami alkoholu. Może nie jest to "tylko hit na lato", ale w tę część roku słucha się tego zdecydowanie najprzyjemniej. "Lubię gdy tańczysz na barze, eeej!".


Pharrel Williams - "Girl"

Przyznam, że stosunkowo długo przekonywałem się do tego albumu. Liczyłem na coś, co zaskoczy mnie swoją przebojowością od pierwszego odsłuchu - nic takiego jednak się nie zdarzyło. Okazało się po jakimś czasie, że tu do każdego kawałka trzeba się oddzielnie przyzwyczaić. Wtedy natomiast całość objawia się jako naprawdę konkretny krążek, trochę old-schoolowo brzmiący, ale i idealny na lato. Jeśli podobało Wam się "Happy", także "Gush", "Marilyn Monroe" i cała reszta powinna Wam przypaść do gustu.


Summer Heart - "About A Feeling"

Zestawienie kończy zaś album zdecydowanie na... cóż - zakończenie dnia. Odpalenie tego przy zachodzie słońca, siedząc na balkonie z drinkiem z palemką w ręku będzie ewidentnie podejściem idealnym. Spokojny krążek, pozwalający odpocząć od zgiełku codziennego życia, ale i przywołujący wiele nostalgicznych wspomnień. Gdy tylko usłyszycie "I Wanted You To Stay On The Other Side", na pewno zabujacie się w nim bez pamięci.


Jeśli chcesz być na bieżąco z resztą postów na blogu, polub jego facebookowy fanpage i dołącz do subskrypcji mailowej :)
Zdjęcie z góry tego postu pochodzi z serwisu Unsplash.com.

3 komentarze:

  1. Piotr Fronczewski26 lipca 2014 00:52

    GDZIE THE JONESZ - SEASON ONE?! Polecam Echo Lake, polecam Slow Magic, polecam Flume, polecam Obóz TA, 2cztery7 też mistrze na lato. Sofa także świetny zespół. Polecam i zapraszam, Piotr Fronczewski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo tak, season one tylko latem :)

      Usuń