Gra tajemnic

Jeszcze przed seansem "Gry tajemnic" miałem wrażenie, że chcą ten film zobaczyć trzy grupy osób. Jedna z nich zawiera fanki Benedicta Cumberbatcha, grającego tu główną rolę, druga to ludzie, których jara tematyka tej produkcji, a trzecia to po prostu osoby chcące obejrzeć ten tytuł ze względu na jego nominację do Oscarów. Przyznaję - ja zaliczam się do tej ostatniej grupy. Całkiem możliwe, że gdyby nie docenienie filmu przez Akademię, nie obejrzałbym "Gry" przez natłok premier, jakie zaserwował nam styczeń.  Wewnętrzny kinomaniak wyrzucił mnie więc z mieszkania w wyjątkowo mroźny i śnieżny dzień, po czym zaprowadził wprost do kina.

Alan Turing, wybitny matematyk - "Gra tajemnic" to film oparty właśnie na jego historii. Z ramienia rządu brytyjskiego staje on do konfrontacji z Enigmą, niemiecką maszyną szyfrująca, której - według wielu - złamać się nie da. Pomimo licznych przeciwności, Turing postanawia udowodnić wszystkim, że się mylą, a jego koncepcja rozwikłania tej istotnej zagadki jest warta świeczki oraz każdego wydanego na nią funta. W małej, brytyjskiej wiosce konstruuje więc maszynę, która ma złamać zmieniany codziennie szyfr Enigmy.


"Gra tajemnic" to jednak nie tylko opowieść o wydarzeniu, które miało tak duże znaczenie dla losów drugiej wojny światowej. To także historia samego Turinga, ukazana w bardzo uniwersalny sposób. Naukowiec już w dzieciństwie uznawany był za "innego", nie lubiano go i odpychano. Na podstawie tego twórcy filmu postanowili oprzeć przekaz, który w całkiem dużym stopniu wykracza poza historię samego Turinga. To zdecydowanie warto zaliczyć na plus.

Jak z resztą filmu? Cóż - jest on przede wszystkim bardzo klasyczny i standardowy. Kadry i różnorodne zabiegi reżyserskie ani trochę Was nie zaskoczą, nawet jeśli oglądacie raptem kilka filmów w roku. Twórcy "The Imitation Game" nie pokusili o jakiekolwiek nadzwyczajne ujęcie tematu, poza dorzuceniem tego uniwersalnego przesłania, które jednak przecież również całkiem często w tego typu produkcjach jest umieszczane. 

Jest więc standardowo, ale nie znaczy to wcale, że jakoś niesamowicie źle! "Gra tajemnic" wciąga od pierwszych minut, kończy się w odpowiednim momencie, a z kina trudno nie wyjść zadowolonym. To nie jest żaden twór, po którym będziecie rozkminiać życie przez kilka kolejnych dni, a zwyczajnie dobra rozrywka. Tej natomiast przecież nigdy za wiele.

Jedyną rzeczą wyskakującą ponad standard są aktorzy, a właściwie duet grający dwójkę głównych bohaterów filmu. Benedict to oczywiście klasa sama w sobie i naprawdę nie trzeba być jego tumblrową słit fanką, by docenić umiejętności tego faceta. Wiele elementów osobowości swojego bohatera oddaje on naprawdę niesamowicie i to właśnie on najczęściej zarzuca na twarz Widza trochę ironiczny uśmiech.

Mężczyźni również jednak mają w obsadzie coś dla siebie. Gdy kobiety będą się zachwycały Benedictem, my możemy z radością podziwiać Keirę Knightley, która nie bez powodu została swego czasu określona przez jakiś magazyn "najseksowniejszą kobietą świata". Keira jednak nie tylko ładnie się prezentuje, ale i bardzo przyjemnie gra, wykorzystując jak najlepiej swoje predyspozycje. Jest trochę słodka, trochę ostra, zawsze przykuwająca wzrok. No i ten akcent!

Jaki jest więc werdykt? "Grę tajemnic" obejrzeć można. Na pewno nie jest to żaden must-watch i - według mnie - na jego miejsce w oscarowych nominacjach można by wrzucić kilka innych produkcji. To niezły tytuł, o którym jednak za pół roku nikt już nie będzie pamiętał. Jest po prostu zbyt standardowy i niewyróżniający się z tłumu. To szablonowa produkcja, która ma zagwarantować, by Widz się dobrze bawił przez te dwie godziny. I tę rolę spełnia. Tylko tyle.

Kino możecie sobie odpuścić - poczekajcie na DVD albo premierę telewizyjną.

Jeśli chcesz być na bieżąco z resztą postów na blogu, polub jego facebookowy fanpage i dołącz do subskrypcji mailowej :)

3 komentarze:

  1. Obejrzę, bo chyba dobrze grają. Poza tym widziałam już z tegorocznych nominacji "Birdmana" i "Grand Budapest Hotel", to co mi tam, jeden film w te czy we wte. ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można obejrzeć, pewnie, choć dla mnie (na tę chwilę) to jednak najgorszy z filmów nominowanych do tegorocznego Oskara. Co prawda jeszcze kilka tytułów przede mną, więc kto wie - może to się zmieni :)

      Usuń