Dragon Ball wrócił i ma się dobrze


Stosunkowo długo zastanawiałem się, kiedy powinienem coś napisać o nowym "Dragon Ballu". Jeśli bowiem jeszcze tego nie wiecie - słynna seria powróciła w pełnej krasie, przygotowana przez samego Akirę Toriyamę. "Dragon Ball Super" już od lipca pojawia się co tydzień w japońskiej telewizji, a ja z niecierpliwością oczekuję każdego kolejnego odcinka. Pytanie brzmi jednak - ile w tym czystego sentymentu, a ile po prostu niezłego anime?

O DBS postanowiłem napisać teraz, po czternastu odcinkach, które stanowią swoisty pierwszy etap dla tej nowej serii. Wydaje mi się, że nie tylko są one dobrą zapowiedzią tego, co nas czeka dalej, ale przede wszystkim stawiają kropkę nad i w odpowiedzi na pytanie: "Czy to ten stary, dobry DB?".


Obawiałem się trochę oglądania "Dragon Ball Super". Wiecie, oryginalne anime było emitowane ponad dziesięć lat temu, kiedy byłem dzieciakiem i mimo wszystko w trochę inny sposób odbierałem kulturę wszelaką. I owszem - trzeba przed seansem DBS nabrać pewnego konkretnego dystansu. Przygotować się na to, iż nie jest to seria, która ewoluuje wraz z widzami. DBS jest tak samo naiwny, głupkowaty i nieskomplikowany jak jego poprzednicy. Jeśli jednak macie w sobie jeszcze choć trochę z dzieciaka - będzie to dla Was idealny powrót do dawnych lat.

Ba, mam wręcz wrażenie, że nowe dziecko Toriyamy jest jeszcze bardziej głupkowato-absurdalne. W pierwszych czternastu odcinkach nie ma praktycznie miejsca na powagę, bo nawet w najbardziej "na serio" momentach, pojawia się coś zabawnego. W DBZ nikt nie robił sobie jaj podczas batalii z takim Friezą. Tu natomiast, nawet gdy za chwilę może zostać zniszczona Ziemia, bohaterowie wtrącają teksty o magazynach porno czy jedzeniu.

Przez to, moim zdaniem, trochę bliżej DBS do oryginalnych, pierwszych przygód Goku niż słynnej "Zetki". Nie obrażam się za to, bo nigdy nie byłem wśród tych, którzy drugą serię "Dragon Balla" stawiali dużo wyżej nad pierwszą. Jest za to w "Super" to, co częściej rzucało się w oczy w "Z" właśnie - fillery. Wiecie, to te wypełniacze, które rozciągają walkę, jaką można by zmieścić w dwa odcinki, na odcinków dziesięć albo i dwadzieścia. Taki (nie)stety urok tego typu anime.

Super Saiyan God
Pewien problem macie, gdy oglądaliście jakiś czas temu kinowy film "Dragon Ball Z: Battle of Gods", o którym pisałem TUTAJ. Pierwsze czternaście odcinków DBS opiera się bowiem na tej samej historii. Na Ziemię przybywa Bóg Zniszczenia, Beerus, a w celu jego pokonania Goku zamienia się w Boskiego Super Saiyanina. Całe szczęście - w anime przedstawiono całą sprawę lepiej, utwierdzając mnie w przekonaniu, że takiej historii nie należy prezentować po prostu jako kilkudziesięciominutowy film. W najbliższy weekend startuje natomiast kolejna opowieść, tym razem wprowadzająca zarówno trochę zupełnych nowości, jak i serialowego ujęcia kolejnego filmu - "Ressurection of F". Czekam na to niecierpliwie, bo pierwszych zapowiedzi wynika, że... Toriyama na starość wymyśla z każdym dniem coraz bardziej absurdalne pomysły.

Złą sławę przyniosły jednak "Super" problemy ze stroną graficzną tej serii. Trochę się do nich podpinam, bo trudno uznać za dzieło sztuki bardzo statyczne kadry, które od czasu do czasu (rzadko, ale jednak) zawierają nawet w sobie postaci rodem z Painta. Tyle lat czekania na nowe anime DB, a wychodzi na to, że chyba nawet ostatnie gry wyglądają ładniej... Chociaż nie powiem - parę mocnych graficznie momentów "Super" również posiada.

Przykład na to jak NIE robić anime.
Wątpliwości mieć jednak w jednej kwestii nie wypada - DBS oglądać po prostu TRZEBA, jeśli w dzieciństwie latało się po podwórku, krzycząc "KAMEHAMEHA!". Odpalić choćby na parę odcinków i sprawdzić, czy aby na pewno ciągle jesteśmy targetem tworu Toryiamy. Bo klimat z dawnych lat naprawdę został zachowany i w tym aspekcie nie ma się zupełnie o co martwić. Pozostaje więc pytanie, na które już odpowiedzieć musicie sobie sami: "Czy dalej mam w sobie choć trochę z dziecka?".

Jak się o tym przekonać? Test jest prosty. Jeśli tylko podczas seansu DBS będziesz nucić TEN kawałek, tupać do niego nogą i spoglądać na ekran z bananem na twarzy - ciągle nie jesteś starym zgredem.

---

Z tego co zaobserwowałem, informacje na temat kolejnych odcinków "Dragon Ball Super" najlepiej śledzić na polskim, fanowskim fanpage'u facebookowym - KLIK.

Podoba Ci się na MajkOnMajk? Polub więc jego FACEBOOKOWY FANPAGE i dołącz do SUBSKRYPCJI MAILOWEJ, by być na bieżąco z najnowszymi postami na blogu!

0 komentarze: