Tylko słabi gracze biorą dopalacze?

Pewnego mroźnego dnia przed dwoma laty, jeszcze za mych czasów licealnych, szedłem do lubianej przeze mnie knajpki. Znajdowała się ona w dość dziwnym miejscu - była to co prawda jedna z głównych dróg w mieście, ale drzwi wejściowe znajdowały się już w pewnej niezbyt ciekawej uliczce. Nie takiej, do której ktokolwiek bałby się ponad wszystko wejść. Chodzenie nią w nocy zdecydowanie jednak nie należało do najbardziej relaksujących chwil życia.

Potęgował to fakt, że wówczas już od pewnego czasu zdarzało się w tym miejscu kręcić różnym typom spod ciemnej gwiazdy. Dlaczego się oni tam wałęsali? Bo praktycznie tuż za wspomnianą knajpką znajdował się sklep z dopalaczami. Kilka razy go mijałem, kilka razy widziałem wychodzących z niego dziwnych kolesi. Nie pamiętam jego nazwy. Na potrzeby postu nazwijmy jednak ten sklep "Śmieszkiem".

W dniu, o którym wspomniałem na początku, przy wejściu do knajpki zaczepiło mnie trzech kolesi. Typowe dresy uważające, że wyglądają groźnie w swych ortalionowych zbrojach. Stanęli przede mną i spytali się, czy byłem w "Śmieszku". Cóż - nie, nie byłem. Pytanie numer dwa: czy mam jakieś dopy na sprzedaż? Nie miałem. Oni natomiast stracili chyba swój zasób pytań. Przepchnąłem się więc między nimi i wszedłem do knajpy.

Źródło: Flickr.com
Trochę ponad miesiąc temu spotkałem się z podobną sytuacją. Tym razem stałem w jeszcze bardziej nieprzyjemnej okolicy, czekając na transport do domu. Kilkanaście metrów ode mnie znajdował się inny sklep z dopalaczami. Stało przed nim dwóch kolesi, którzy wyglądali zdecydowanie groźniej od tych sprzed dwóch lat. "Łyse pakery" - wielu by powiedziało. 

Czułem się creepy w szczególności z tego powodu, że dwójka ta ciągle na mnie spoglądała. Wyglądali na trochę nerwowych, przeskakiwali z nogi na nogę - zasadniczo chyba cały świat im przeszkadzał i najpewniej chętnie sprawiliby komuś wpierdol. Dla własnego bezpieczeństwa postanowiłem więc przejść w trochę przyjemniejsze miejsce.

Po drodze zaczepił mnie inny koleś. Trzęsący się, chudy, śmierdzący wódką. W tym przypadku to raczej on bał się mnie niż ja jego. Mimo tego spytał mnie o papierosa. Nie miałem. Nie tracąc nadziei, dopytał się, czy aby nie mam na sprzedaż dopów. Też nie miałem. Facet więc z przepraszającą miną obszedł mnie i poszedł w dalszą drogę. Na ulicy za rogiem zobaczyłem grupkę skulonych przy sobie dresów. Ta kraina była chyba prawdziwą oazą dla ćpunów.

Źródło: Flickr.com
Dlaczego przytaczam te historie? Bo ostatnio media i polskie społeczeństwo ponownie wzięły się za całą sprawę dopalaczy. Pikietują przed sklepami z tymi substancjami, domagają się ich zamknięcia. Pokazywane są historie ludzi, którzy stracili bliskich przez dopalacze, pokazywane są miejsca publiczne zdemolowane rzekomo przez naćpanych typów. Po kogo stronie powinniśmy stanąć? Starszych babć widzących zło we wszystkim co dla nich inne czy ćpunów, którzy niszczą sobie życie?

Ta sprawa byłaby łatwa do rozstrzygnięcia, gdyby chodziło tylko o życie tych drugich. Ja zasadniczo mam głęboko gdzieś, kto co bierze i jak wpływa to na jego funkcjonowanie. Ludzie mają własne mózgi, więc pozwólmy im pieprzyć sobie życie, jeśli tego chcą. Tylko potem niech nie łażą po ulicach jak żebracy, mówiąc, że to wódka czy narkotyki spieprzyły ich życie. Nie - sami to sobie zrobiliście.

Problem z dopalaczami jest taki, że bierze to pewna konkretna grupa osób. Nie, nie przeprowadziłem żadnych badań, piszę to wszystko na podstawie własnego doświadczenia. Po prostu nie znam nikogo poza różnorodnymi młodocianymi dresami i niezbyt ciekawymi typami, kto brałby regularnie dopalacze. Oni są targetem tych dziwacznych substancji. Bogacze wciągają koks, licealiści i studenci palą marychę, (gimnazjalne) dresy biorą dopy. To ogromne uogólnienie, pewnie, ale chyba wszyscy się zgodzimy, że coś w tym jednak jest.

Źródło: Flickr.com
Jeśli nigdy nie spotkałeś się z ćpunem (i nie mówię tu o schillowanym po zielsku kumplu), to możesz nie wiedzieć, o co mi chodzi. Krótko więc - to często przerażający widok. Masz przed sobą kolesia, który dla narkotyków czy dopalaczy potrafi zrobić wszystko. Okraść, pobić - może nawet i zabić. Desperacja na głodzie potrafi być naprawdę ogromna.

Połącz więc w jedno ćpuna i dresa, który najchętniej każdemu by wpieprzył za byle co. Masz mieszankę wybuchową, która nie wpływa negatywnie tylko na życie tego konkretnego człowieka, ale również i osób wokół niego. Rodziny, znajomych, a nawet zupełnie przypadkowych ludzi. I to właśnie takie historie pełne cierpienia przez dopalacze są uwielbiane przez media. 

Nie chciałbym spotkać naćpanego dresa w ciemnej uliczce. Jeśli miałbym pewność, że taki człowiek ciągle siedzi w domu i nie wpływa negatywnie na życie nikogo innego poza sobą - niech ćpa do woli. Gdy jednak jego zachowanie zagraża mi czy komukolwiek innemu, sprawa robi się bardziej skomplikowane. Chce się zamknąć sklepy z dopalaczami, zdelegalizować ten syf i sprzedawców wsadzić za kratki.

Źródło: Flickr.com
Tylko wiecie - podobnie destrukcyjny wpływ na ludzkie zachowanie może mieć również alkohol. Ja ciągle nie potrafię zrozumieć, jak to możliwe, że tyle osób po wódce robi się agresywnymi, ale to jest fakt. Faceci bijący swoje żony po pijaku, rozróby w pubach, niszczenie własnego dobytku. Alkohol to też w jakiś sposób narkotyk, czego wielu ciągle nie przyznaje. Czy jednak ktokolwiek chciałby zdelegalizować wódkę i całą resztę? Ktoś na pewno - myślę jednak, że byłaby to zdecydowana mniejszość.

Jak więc powinniśmy postąpić z dopalaczami? Chciałoby się rzecz - zdelegalizować. Dla świętego spokoju, dla bezpieczeństwa. Co jednak z wolnością? Co z wolnością do życia tak, jak się nam to podoba? Z pieprzeniem własnego życia, jeśli na to mamy ochotę? Te pytania tracą jednak sens wtedy, gdy z powodu dopalaczy cierpią też inni, ci niezażywający. I przez to właśnie bliżej mi chyba do starszych babć niż młodych ćpunów spod ciemnej gwiazdy.

A jakie Wy macie zdanie na ten temat? Zdelegalizować dopalacze czy zostawić je w spokoju? Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie.

Jeśli chcesz być na bieżąco z resztą postów na blogu, polub jego facebookowy fanpage i dołącz do subskrypcji mailowej :)

Źródło: Flickr.com

8 komentarzy:

  1. Od pięciu lat jestem "w klimacie" i żyję. Ludzie przedawkowują na własne życzenie. Osobiście nie tknęłam nigdy "mocarza", "tajfuna" czy innych gówien. Substancje które zażywam biorę z LABORATORIUM nie sklepu w ciemnej uliczce. Po za pogorszonym stanem psychicznym, zrostami, zespołem niespokojnych nóg i kilkoma poparzeniami (syntezy) oraz typowymi rzeczami (pryszcze, wypadające włosy, kruszące się zęby, paznokcie, poszarzała skóra, wory pod oczami i wieczne zimno) nic a nic mi nie jest. Cud?
    Jak ktoś chce ćpać- niech ćpa. Jak nie umie - selekcja naturalna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiedziałbym, że "nic ci nie jest". Skutków ubocznych, których wymieniłaś, jest multum i nie wyobrażam sobie poświęcić własnego zdrowia tylko po to, by od czasu do czasu mieć sztuczną przyjemność.
      Zgadzam się natomiast, że jeśli ktoś chce ćpać, niech ćpa. Ale tylko od osiemnastego roku życia. Za każdą sprzedaż czy udostępnienie dopów małoletnim powinno dostać się porządną karę.

      Usuń
    2. Nie przeczę - jest. Jednak środowisko ma zaburzony obraz narkomana. Widziałeś ich na pewno setki i nawet nie pomyślałeś, że są uzależnieni. Po mnie przecież też tego nie widać (przynajmniej nie zauważyłeś dopóki Ci nie napisałam). U mnie ta przyjemność już nie jest od czasu do czasu. Nie jestem w stanie normalnie funkcjonować bez strzała. Psychicznie i fizycznie jestem wrakiem.
      To prawda - jest taka umowa (przynajmniej w moich labo) która jest naginana ze względu na znajomości. Generalnie jak dowiedzą się, że nie ma sz 18-tki to potrafią założyć sprawę.

      Usuń
    3. Dla mnie bycie wrakiem to jest trochę takim pograniczem między życiem a śmiercią. Dlatego jeśli ma wybór: ćpać czy nie ćpać - wybieram do drugie.
      Ale - tak jak piszę w poście - mi głównie chodzi o to, że branie może wpływać negatywnie również na życie osób, które nie mają z tym biznesem nic wspólnego. Natomiast to, iż ktoś spieprzy przez ćpanie samego siebie, mnie zasadniczo niezbyt obchodzi. Przecież każdy ma mózg. Podobno.

      Usuń
    4. Bycie wrakiem wcale nie jest tak tragiczne. Nadrabiam suplementacją, zdrową dietą i sportem. ĆPUN ZDROWO ŻYJE, NIEMOŻLIWE. Tak zwykle się przedstawia myślenie społeczeństwa. Na pograniczu jako tako byłam kilka razy.
      W takim wypadku takie osoby się izoluje widząc incydent. W szpitalach psychiatrycznych.
      Właśnie, jeśli ktoś spieprzy - ma prawo obwiniać TYLKO siebie. Nie dostawcę, nie tego kto nam dał pierwszą działkę. Siebie. Jak pisałam - selekcja naturalna. Nie masz mózgu - prędzej czy później przedawkujesz. To coś jak umiar do alkoholu tylko kwestia wymagająca wiedzy.

      Usuń
    5. @ParodiaCzłowieka Prędzej czy później zrozumiesz swój błąd, ale może być już za późno dla Ciebie. Życzę Ci, żebyś "ogarnęła się" jak najszybciej

      Usuń
    6. Ja już go widzę.

      Usuń
  2. Problem jest taki, że widoczna jest właśnie taka patologia ćpuństwa. Normalni, zdrowi ludzie którzy biorą używki nie wychodzą z domu i nie pytają się losowych ludzi o dopalacze. Możesz się zdziwić ale wśród twoich "normalnych" znajomych też pewnie jest pełno ludzi biorących, a takie seby z osiedla zawsze będą czy "dopy" będą legalne czy nie. Zawsze znajdą się prymitywy, czy przećpane czy przechlane. Powiem ci, że z mojego doświadczenia to nie używka powoduje agresje ale to co ludzie mają w sobie, jeśli ktoś ma poukładane i głowie to nigdy używka sama z siebie nie sprawi, że będzie chciał napierdalać innych. Do tego same delagalzacja dopalaczy jest niemożliwa - zbanujesz 100 substancji to zaraz ci wyjdzie 100 nowych - jeszcze bardziej szkodliwych i niezbadanych. Od zawsze na świecie były używki, a dopiero od około 50 lat są zwalczane, i zawsze będą ludzie którzy będą się chcieli odurzać, jedynym rozwiązanie jest legalizacja wszystkich używek - tak żeby można było wybrać te już zbadane i mniej szkodliwe, a nie być szczurem doświadczalnym.

    OdpowiedzUsuń