Piękno pod toną tłuszczu

Jednym z moich ulubionych wyświechtanych frazesów jest: "każda kobieta jest piękna". W pewnym sensie zazdroszczę osobom, które rzeczywiście tak myślą, mi bowiem do popierania takich mott daleko. Nie mam żadnego sprecyzowanego ideału kobiety - co to, to nie. Ale dostrzegam mimo wszystko, kiedy niewiasta jest ładna, a kiedy mężczyzn raczej odpycha niż przyciąga.

Wiadomo - facet patrzy na wiele rzeczy. Czego by się nie zrobiło, piersi bardzo często jako pierwsze rzucają się w oczy. Można także zachwycać się "szynami" czy "czterema literami". Tak to jest, że efektowne wersje tych części ciała często przysłaniają początkowo rzecz, którą osobiście uważam chyba za najważniejszą - twarz.

Dziewczyna może mieć i kapitalną figurę, na której widok aż cieknie ślina, ale - w moim przypadku - będzie mnie raczej odrzucała, gdy jej twarz przypominała będzie typową blacharę. Bo na co mi te super cycki, smukłe nogi i piękny tyłek, jeśli z samego rana pierwszym co zobaczę będzie ta - nazwijmy rzecz wprost - morda. Ale, ale! To niestety działa też trochę i w drugą stronę.

Wiecie co dla mnie jest najsmutniejsze w patrzeniu na niektóre dziewczyny? Ich tusza. I nie chodzi mi tu o jakieś wywyższanie się w rodzaju: "ja jestem chudy, to będę je wyzywał od wielorybów, hehe". Nie, nie i jeszcze raz nie! Ponownie trafiamy natomiast do tego, o czym wspominałem w akapitach wyżej - czyli kobiecej twarzy.

Patrzę bowiem czasem na te grubsze niewiasty (nie "grube", tylko zazwyczaj w tych przypadkach raczej takie, które można określić mianem "przy kości") i robi mi się smutno. Dlatego, że wiele z nich ma cholernie ładne twarze. Takie, którymi mogłyby zawojować parkiety najlepszych klubów w mieście, a każdy facet robiłby na ich widok wielkie "łoo!". W takim efektywnym wyglądzie przeszkadzają im jednak zbędne kilogramy.

Spotykam od czasu do czasu takie dziewczyny na ulicy, w tramwaju czy w jakimś sklepie. I uderza mnie, jak totalnie pięknymi byłyby one niewiastami, gdyby tylko pozbyły się tego niepotrzebnego tłuszczu. Nie, nie mówię, że mają być wychudzonymi anorektyczkami. Ale ja jednocześnie nie jestem również fanem bardzo wyolbrzymianego obecnie stwierdzenia: "prawdziwe kobiety mają krągłości". Zwyczajnie szczuplejsze kobiety podobają mi się bardziej.

Dlatego właśnie mi się robi smutno na widok tych "bardziej obfitych" (ależ to brzmi poprawnie politycznie, damn!) niewiast o pięknych twarzach. Nie mam zamiaru jednak podchodzić do nich i mówić: "schudnij". Mam jakieś tam resztki taktu oraz brak chęci do zasmucania tak potencjalnie ślicznych kobiet. Wolę pozostać sam ze swym pękającym z bólu sercem. Chlip chlip, łezka łezka.

Jeśli chcesz być na bieżąco z resztą postów na blogu, polub jego facebookowy fanpage i dołącz do subskrypcji mailowej :)

Kolaż autorstwa Lucjusza Sawickiego (lucjusz-sawicki.blogspot.com/).

14 komentarzy:

  1. Po prostu, zamiast nadwaga mówią 'niedowzrost' i mydlą oczy ;)
    U mnie niby masakry nie było, acz zrzuciwszy 6kg po przeprowadzce do Krakowa jest mi zwyczajnie lżej na duszy ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Niedowzrost"? Kurczę, fajne stwierdzenie, nie słyszałem jeszcze! :D

      Usuń
  2. Prawdziwe kobiety maja dwa chromosomy X. Jednak przydałoby się, żeby było za co złapać... "more kushy for a pushy", jak mówił klasyk - nie lubię kościstych panien. Choć z tym łapaniem też bez przesady, bo gdy ładna twarz wygląda jak spuchnięta i reszta ciała tym bardziej, to wszystko więdnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem jest taki, że często w postaci "jest za co złapać" dostajemy zwyczajnie wały tłuszczu, które przyjemne IMO w dotyku nie są ani trochę.

      Usuń
  3. "(...) wiele z nich ma cholernie ładne twarze. Takie, którymi mogłyby zawojować parkiety najlepszych klubów w mieście, a każdy facet robiłby na ich widok wielkie "łoo!"."

    a moze te dziewczyny nie mają potrzeby podobania sie żelusiom? moze akceptują swoje ciało takie jakim jest? moze ich druga połówka kocha nadmiar tłuszczu i nie pozwala schudnąć?

    jesli mają ładne twarze (a twarz jest najwazniejsza w ocenie drugiej osoby) i dobry charakter, to na pewno znalazły juz swojego adoratora.
    pewnie nawet wszystko im jedno co mysli na ich temat jakis losowy seba z ulicy.

    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i ogromny plus dla nich, jeśli rzeczywiście akceptują swoje ciało i nie mają w związku z nim kompleksów. Ja po prostu piszę o swoich upodobaniach - z własnej perspektywy. To jak z tym kawałkiem - https://www.youtube.com/watch?v=7PCkvCPvDXk Meghan nie podoba mi się przez swą "obfitość", ale zdecydowanie należy jej się szacunek za swoje podejście do sprawy.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Owszem, niektóre "duże" kobiety rzeczywiście nie wyglądają zbyt apetycznie.

      Usuń
    2. Niesmaczny post. <3

      Usuń
  5. Grunt to podobać się sobie i czuć się dobrze we własnej skórze. Ja mam z tym lekki problem - odkąd przestałam trenować lekkoatletykę pojawiła się u mnie... mała oponka. Chciałabym "zdetronizować" tłuszcz. O, tak. A brakuje mi czasu. Staram się jednak zdystansować, jak mawia mój ulubiony koneser whisky: moja figura jest jeszcze okay, mogę wcinać hamburgera bez wyrzutów sumienia. Nie jest jeszcze najgorzej. Jeszcze mogę wystąpić w niegrzecznej kokardzie przed facetem, i nie czuć się jak zapakowany baleron, ha, ha!

    Pozdrawiam!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście - akceptacja siebie jest najważniejsza. Czasem jej brak prowadzi do rzeczy pozytywnych i nabrania ostatecznie pewności siebie, czasem jednak spotykamy się z jego negatywnymi skutkami, np. anoreksją. Kwestia umiaru w odchudzaniu jest mega istotna.

      Pozdrawiam również! :)

      Usuń
  6. Z każdym kolejnym postem co raz mocniej przekonuję się o tym, że to ja prowadzę tego bloga, tylko niezwłocznie po dokonaniu czynu zapominam o nim. Od czasu do czasu siadam przed komputerem, piszę o wszystkim i o niczym, podpisując się jako Majk. Później jakimś cudem trafiam na niego z powrotem, ze zrzuconym już alter ego, i wtedy wszystko sobie przypominam - przecież to moje myśli. Szkoda, że nie miałam nigdy okazji poznać Cię w realnym świecie, pewnie byłoby dość śmiesznie. A z okazji tłustego czwartku życzę Ci tłustego portfela, jak najwięcej słodkich przeżyć i grubych wspomnień! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, to mógłby być ciekawy pomysł na powieść! :D
      Dzięki za życzenia i oczywiście Tobie życzę tego samego!

      Usuń